Co to są nalewki?"
To pytanie często pada z ust gości naszych prezentacji i jest najlepszym dowodem na zanik tradycji wyrobu i spożycia tego zacnego trunku. Zatem naszym zadaniem będzie przybliżenie Państwu istoty tego produktu, gdyż wszystko wskazuje na to, że zasługuje on na miano symbolu specjału narodowego.
Historia polskich nalewek sięga czasów średniowiecza. Okazuje się, że już za murami XIV-wiecznych zakonów powstawały pierwsze receptury. Mnisi poprzez umiejętne zalanie spirytusem świeżych bądź suszonych owoców, ziół, lub przypraw korzennych otrzymywali napój 30- 40 %. Na przestrzeni wieków w kwestii przyrządzania niewiele się zmieniło. Zgodnie z tradycją, nasze nalewki powstają na bazie wyłącznie naturalnych produktów, przechowywane są w dębowych beczkach, w których leżakują do osiągnięcia odpowiedniego smaku. W szlacheckiej Polsce przyjmowano, że nalewkę przygotowaną na chrzcinach dziecka, należy podać do stołu w czasie jego ślubu.
Aquae vitae (po łacinie woda życia) to klasyczny odpowiednik wszelkiego rodzaju nalewek. Nazwę tę stosowali średniowieczni alchemicy odnośnie pierwszych wyciągów na ziołach i korzeniach, posiadających cudowne właściwości lecznicze. O uzdrawiającej mocy nalewek szerzej powiemy za chwilę. Póki co nie zapominajmy o ich niewątpliwych walorach smakowych. Wiele osób kojarzy nalewki ze słodkimi likierami. Nic bardziej mylnego! Oczywiści istnieją nalewki słodsze, takie jak np. Wiśniówka czy Malinówka, ale z kolei Ziołówka i Tarninówka zadowolą zwolenników wytrawniejszych alkoholi.
Ponadto nalewki mogą być doskonałym dopełnieniem posiłków. Wiele z nich komponuje się z konkretnym daniem. Morelówkę podaje się do indyka, a wiśniówkę do pieczeni z indyka. Natomiast kieliszek nalewki z czarnej porzeczki najbardziej pasuje do kaczki.
Nasze nalewki przygotowujemy z pasją i wielką starannością. Chcielibyśmy aby mogli Państwo sącząc je, cieszyć się ich smakiem, bo w przypadku tak cennych i pieczołowicie wytworzonych alkoholi o pijaństwie nie może być mowy. Parafrazując Henri Berauda, myśliciela francuskiego - Picie alkoholu - to jest życie, degustacja alkoholu - to nauka, rozmowa o nim to sztuka.
"Na zdrowie!"
W 1974 r w jednym z tybetańskich klasztorów odnaleziono przepis na "eliksir młodości" datowany na IV-VI wiek przed naszą erą. Owa cudowna mikstura okazała się być niczym innym jak nalewką czosnkową. Jej niezwykłe właściwości sprzyjały przemianie materii, oczyszczały organizm, zapobiegały zawałowi serca, powstawaniu nowotworów, odmładzały organizm.
Jak się okazuje "Polacy nie gęsi..." i już w XVII wieku nalewki zapełniły apteczki, zarówno w domach szlacheckich, ziemiańskich, jak i mieszczańskich. W wiejskich gospodarstwach pani domu uczyła córki sporządzania i stosowania naturalnych leków. Osiągnięcie tych umiejętności czyniło dziewczynę gotową do zamążpójścia. Nasze prababki robiły pachnące nalewki, które były im niezbędne do toalety. Aromatyzowały wódkę płatkami róż, lawendy, konwalii. Dwa tygodnie po św. Jana (24 czerwca) nastawiano nalewkę na jeszcze zielone orzechy włoskie, dzięki czemu powstawał trunek niezastąpiony w razie niestrawności. Gdyby nie owa staropolska orzechówka przejedzona szlachta umarłaby na dolegliwości żołądkowe.
A tak oto nadworni medycy dbali o zdrowie swoich rodaków - "Chcąc w Polsce być zdrowym, nie należy używać aptek i doktorów, ale dwa razy w roku porządnie się upić. Raz w maju zamiast kuracji wodami mineralnymi, a drugi raz w październiku dla uniknięcia katarów i chorób zapalnych". Oczywiście nie możemy dzisiaj traktować tej rady zbyt serio. Nalewki stosuje się jako środek wspomagający medycynę konwencjonalną, ale w małych i regularnych ilościach. W ten sposób dawkowana nalewka żurawinowa może być niezastąpionym źródłem witamin i minerałów, aroniowa lekarstwem na nadciśnienie tętnicze, natomiast rokitnikowa działać będzie przeciwmiażdżycowo. Mamy nadzieje, że razem z powszechnym wzrostem uznania dla slow food (zdrowej żywności), te i wiele innych nalewek zyska Państwa przychylność.
Tekst powstał przy pomocy: A. Fiedoruk "Nalewki i wódki"
J. Rogala "Gorzałka, czyli historia i zasady wypalania mocnych trunków"
E. i K. Adamscy "Domowy wybór win, nalewek i miodów"
"Smak Wielkanocy według Bikonta i Makłowicza" [w:] Wprost, marzec 2005, nr 12.
poniedziałek, 5 września 2011
sobota, 27 sierpnia 2011
Historia niezwykłego płaszcza
Kiedy niespełna 21 letni Thomas Burberry zaczynał letnią praktykę w wiejskim sklepie tekstylnym, nic nie wskazywało na to, wkrótce dowie się o nim świat.
Był rok 1856, a marzenia jemu podobnych rzadko wychodziły poza spokojne Basingstoke, w brytyjskim hrabstwie Hampshire. Nic dziwnego, że także młody Burberry na początku chciał po prostu sprzedawać płaszcze. Blisko domu otworzył więc mały sklep, ni...e spodziewając się, że jego sława szybko przekroczy granice hrabstwa
A jednak klasyczne, męskie ubrania stały się tak popularne, że na miejscu sklepu powstał magazyn do którego klienci przyjeżdżali z całego kraju. Wszyscy chcieli kupować niezniszczalne, a jednocześnie szykowne płaszcze, które spokojnie mogły przechodzić z ojca na syna.
Przedsiębiorczy młodzieniec nie tylko projektował ubrania, ale także nieustająco poszukiwał recepty na płaszcz idealny. W 1880 udało mu się coś, co stworzonej przez niego firmie na zawsze zapewniło miejsce w historii mody.
Burberry wynalazł materiał wyjątkowo trwały, nieprzemakalny, a jednocześnie oddychający. Nazwał go gabardyną i podbił kraj. W płaszczach i kurtkach Burberry chodzili sportowcy, rybacy i polarnicy. Wszystkich równie skutecznie chroniły przed wiatrem, deszczem i mrozem.
Dla wojska i polarników
W roku 1891 firma Burberry & Sons uruchomiła sklep na londyńskim West End. Cztery lata później eleganckie wieszaki pełne były charakterystycznych płaszczy Tielocken, przodków dzisiejszych trenczy. Nosili je londyńscy dżentelmeni i żołnierze korony walczący w Południowej Afryce, w wojnie burskiej.
To pewnie powiązania z wojskiem zdecydowały, że na pierwszym herbie Burberry widnieje pędzący na koniu rycerz trzymający chorągiew z napisem prorsum (łac. naprzód). Do dziś herb, obok słynnej kratki jest jednym z najlepiej rozpoznawalnych symboli firmy. I w pełni oddaje historię jej sukcesów.
W 1911 roku, zaraz po przeprowadzce do Londynu Thomas Burberry zdobył jednego z najlepszych ambasadorów marki. To wtedy Norweg, Roald Amundsen ruszał na biegun południowy. Jeszcze przed powrotem zachwycony polarnik pisał do Burberrego listy, w których dziękował za gabardynowe kombinezony.
Ubraniom Brytyjczyka życie, a na pewno brak odmrożeń zawdzięczają także członkowie wyprawy sir Ernesta Shackletona na Antarktydę. W roku 1919 markę dodatkowo rozsławili William Alcock i Artur Whitten Brown, którzy odziani w charakterystyczne kurtki jako pierwsi przelecieli nad Atlantykiem.
Kiedy wybuchła wojna, Thomas Burberry został wezwany do Ministerstwa Obrony. Wyszedł ze zleceniem na pół miliona płaszczy dla brytyjskich oficerów. Za wzór klasycznego trench coat, czyli płaszcza do okopów służył model Tielocken sprawdzony w czasie wojny burskiej. I tak powstał ponadczasowy trencz z pagonami i klamrą paska w kształcie litery D.
Był tak doskonały, że po wojnie trafił prosto na duży ekran. W Casablance płaszcze Burberry nosi Humphrey Bogart i Ingrid Bergman, zaś w Śniadaniu u Tiffany'ego pojawił się na ramionach Audrey Hepburn. Bez trenczu nie pojawiał się też Peter Sellers, bohater Różowej pantery.
W roku 1920 marka zdobyła kolejny symbol. Rodzina Burberry kierując się biznesowym wyczuciem zarejestrowała jako znak towarowy kratkę, która początkowo zdobiła wełniane podpinki przeciwdeszczowych płaszczy. Była rozpoznawalna, ale głównie przez lokalne elity.
Świat oszalał na jej punkcie po olimpiadzie w Tokio w 1964 roku, kiedy to ekipa brytyjskich sportowców wyszła z samolotu niosąc płaszcze przewieszone przez ramię. Kratką do góry. I tak wzór trafił na pierwsze strony gazet, a marka stała się nie tylko prestiżowa, ale i bardzo modna.
Tym bardziej, że wtedy Burberry był już oficjalnym dostawcą królewskiego dworu. W 1955 roku przywilej Royal Warrant nadała firmie Elżbieta II. I tak ubrania stały się obowiązkowym elementem garderoby w domu i w podróży dla całej rodziny królewskiej.
Burberry sprzedaje styl życia
Ponad 150 lat od momentu, gdy Thomas Burberry otworzył mały sklep na brytyjskiej prowincji, stworzona przez niego marka jest równie ceniona. Tyle, że na skalę światową.
Dziś Burberry to nie tylko klasyczne trencze, ale także cała linia dodatków takich jak: torby, paski, buty, perfumy i oczywiście doskonałe, produkowane w Szwajcarii zegarki. A wszystko ozdobione delikatną kratką - ulubionym motywem Christopher'a Bailey'a, obecnego dyrektora artystycznego domu mody Burberry. Brytyjczyka z Yorkshire.
Za Platine.pl
Był rok 1856, a marzenia jemu podobnych rzadko wychodziły poza spokojne Basingstoke, w brytyjskim hrabstwie Hampshire. Nic dziwnego, że także młody Burberry na początku chciał po prostu sprzedawać płaszcze. Blisko domu otworzył więc mały sklep, ni...e spodziewając się, że jego sława szybko przekroczy granice hrabstwa
A jednak klasyczne, męskie ubrania stały się tak popularne, że na miejscu sklepu powstał magazyn do którego klienci przyjeżdżali z całego kraju. Wszyscy chcieli kupować niezniszczalne, a jednocześnie szykowne płaszcze, które spokojnie mogły przechodzić z ojca na syna.
Przedsiębiorczy młodzieniec nie tylko projektował ubrania, ale także nieustająco poszukiwał recepty na płaszcz idealny. W 1880 udało mu się coś, co stworzonej przez niego firmie na zawsze zapewniło miejsce w historii mody.
Burberry wynalazł materiał wyjątkowo trwały, nieprzemakalny, a jednocześnie oddychający. Nazwał go gabardyną i podbił kraj. W płaszczach i kurtkach Burberry chodzili sportowcy, rybacy i polarnicy. Wszystkich równie skutecznie chroniły przed wiatrem, deszczem i mrozem.
Dla wojska i polarników
W roku 1891 firma Burberry & Sons uruchomiła sklep na londyńskim West End. Cztery lata później eleganckie wieszaki pełne były charakterystycznych płaszczy Tielocken, przodków dzisiejszych trenczy. Nosili je londyńscy dżentelmeni i żołnierze korony walczący w Południowej Afryce, w wojnie burskiej.
To pewnie powiązania z wojskiem zdecydowały, że na pierwszym herbie Burberry widnieje pędzący na koniu rycerz trzymający chorągiew z napisem prorsum (łac. naprzód). Do dziś herb, obok słynnej kratki jest jednym z najlepiej rozpoznawalnych symboli firmy. I w pełni oddaje historię jej sukcesów.
W 1911 roku, zaraz po przeprowadzce do Londynu Thomas Burberry zdobył jednego z najlepszych ambasadorów marki. To wtedy Norweg, Roald Amundsen ruszał na biegun południowy. Jeszcze przed powrotem zachwycony polarnik pisał do Burberrego listy, w których dziękował za gabardynowe kombinezony.
Ubraniom Brytyjczyka życie, a na pewno brak odmrożeń zawdzięczają także członkowie wyprawy sir Ernesta Shackletona na Antarktydę. W roku 1919 markę dodatkowo rozsławili William Alcock i Artur Whitten Brown, którzy odziani w charakterystyczne kurtki jako pierwsi przelecieli nad Atlantykiem.
Kiedy wybuchła wojna, Thomas Burberry został wezwany do Ministerstwa Obrony. Wyszedł ze zleceniem na pół miliona płaszczy dla brytyjskich oficerów. Za wzór klasycznego trench coat, czyli płaszcza do okopów służył model Tielocken sprawdzony w czasie wojny burskiej. I tak powstał ponadczasowy trencz z pagonami i klamrą paska w kształcie litery D.
Był tak doskonały, że po wojnie trafił prosto na duży ekran. W Casablance płaszcze Burberry nosi Humphrey Bogart i Ingrid Bergman, zaś w Śniadaniu u Tiffany'ego pojawił się na ramionach Audrey Hepburn. Bez trenczu nie pojawiał się też Peter Sellers, bohater Różowej pantery.
W roku 1920 marka zdobyła kolejny symbol. Rodzina Burberry kierując się biznesowym wyczuciem zarejestrowała jako znak towarowy kratkę, która początkowo zdobiła wełniane podpinki przeciwdeszczowych płaszczy. Była rozpoznawalna, ale głównie przez lokalne elity.
Świat oszalał na jej punkcie po olimpiadzie w Tokio w 1964 roku, kiedy to ekipa brytyjskich sportowców wyszła z samolotu niosąc płaszcze przewieszone przez ramię. Kratką do góry. I tak wzór trafił na pierwsze strony gazet, a marka stała się nie tylko prestiżowa, ale i bardzo modna.
Tym bardziej, że wtedy Burberry był już oficjalnym dostawcą królewskiego dworu. W 1955 roku przywilej Royal Warrant nadała firmie Elżbieta II. I tak ubrania stały się obowiązkowym elementem garderoby w domu i w podróży dla całej rodziny królewskiej.
Burberry sprzedaje styl życia
Ponad 150 lat od momentu, gdy Thomas Burberry otworzył mały sklep na brytyjskiej prowincji, stworzona przez niego marka jest równie ceniona. Tyle, że na skalę światową.
Dziś Burberry to nie tylko klasyczne trencze, ale także cała linia dodatków takich jak: torby, paski, buty, perfumy i oczywiście doskonałe, produkowane w Szwajcarii zegarki. A wszystko ozdobione delikatną kratką - ulubionym motywem Christopher'a Bailey'a, obecnego dyrektora artystycznego domu mody Burberry. Brytyjczyka z Yorkshire.
Za Platine.pl
piątek, 29 lipca 2011
Na deszczowe dni
W obecną pogodę jednym z naszych towarzyszy jest parasol. Co podpowiada savoir vivre? Jest kilka podstawowych zasad eleganckiego noszenia parasola:
Drogie Panie, dla Was przeznaczony jest długi parasol z prostą rączką, dobrany kolorystycznie do ubrania, czy dodatków. Gdy nie pada, powinnyście go nosić przewieszony przez plecy na rzemyku.
Natomiast Panowie, długi parasol ze zgiętą rączką jest dla Was na eleganckie okazje. Kiedy nie jest on Wam potrzebny, zahaczacie zgiętą rączkę o Wasze prawe ramię, które jest zgięte w łokciu. Na co dzień dla Was o wiele wygodniejszy jest krótki składany parasol.
Zarazem kobiety, jak i mężczyźni nie powinni nosić parasola chwytając go w połowie.
Gdy dwie osoby idą pod wspólnym parasolem, trzyma go osoba wyższa, a jeżeli osoby są podobnego wzrostu, to trzyma go mężczyzna.
Gdy stoimy we dwoje pod parasolem, to Pan trzymając parasol stoi za Panią.
Panowie, gdy odprowadzamy Damę do domu i naszym parasolem chronimy ją przed zmoknięciem, a nie możemy jej odprowadzić pod same drzwi z różnych przyczyn, to musimy użyczyć jej własnego parasola.
Drogie Panie, dla Was przeznaczony jest długi parasol z prostą rączką, dobrany kolorystycznie do ubrania, czy dodatków. Gdy nie pada, powinnyście go nosić przewieszony przez plecy na rzemyku.
Natomiast Panowie, długi parasol ze zgiętą rączką jest dla Was na eleganckie okazje. Kiedy nie jest on Wam potrzebny, zahaczacie zgiętą rączkę o Wasze prawe ramię, które jest zgięte w łokciu. Na co dzień dla Was o wiele wygodniejszy jest krótki składany parasol.
Zarazem kobiety, jak i mężczyźni nie powinni nosić parasola chwytając go w połowie.
Gdy dwie osoby idą pod wspólnym parasolem, trzyma go osoba wyższa, a jeżeli osoby są podobnego wzrostu, to trzyma go mężczyzna.
Gdy stoimy we dwoje pod parasolem, to Pan trzymając parasol stoi za Panią.
Panowie, gdy odprowadzamy Damę do domu i naszym parasolem chronimy ją przed zmoknięciem, a nie możemy jej odprowadzić pod same drzwi z różnych przyczyn, to musimy użyczyć jej własnego parasola.
niedziela, 12 czerwca 2011
Loża Dżentelmenów w Łodzi
W ostatni weekend Loża Dżentelmenów prezentowała pokazy barmańskie w Restauracji Staropolskiej w Łodzi. Wspaniała atmosfera i niezwykli uczestnicy uczynili ten wieczór niezapomnianym.
poniedziałek, 30 maja 2011
Tajemnice Bourbonów
Na naszych prezentacjach whisky i whiskey często powtarzają się pytania odnośnie oznaczeń na butelkach bourbonów. Postanowiliśmy wyjaśnić na naszym blogu te hasła o które najczęściej Państwo pytacie.
Barrel proof - oznacza whiskey rozlewaną do butelek bez rozcieńczania wcześniejszego wodą. Wówczas w butelce mamy tą samą moc jaka została osiągnięta w beczce pod koniec starzenia.
Proof - (skala amerykańska) - określa zawartość alkoholu w danym trunku. 1 proof to 0,5 % alkoholu.
Sour mash - określa technikę dodawania do świeżego wsadu destylacyjnego pozostałości z poprzedniej destylacji. Jest to około 20 - 25 % wsadu. Wysoka kwasowość tego dodatku powoduje zabicie części bakterii drożdży co pomaga w fermentacji. Proces ten pomaga również w utrzymaniu palety aromatyczno - smakowej kolejnych destylacji.
Straight whiskey - jest to whiskey wydestylowana z zacieru zawierającego co najmniej 51 % jednego rodzaju ziarna.
Barrel proof - oznacza whiskey rozlewaną do butelek bez rozcieńczania wcześniejszego wodą. Wówczas w butelce mamy tą samą moc jaka została osiągnięta w beczce pod koniec starzenia.
Proof - (skala amerykańska) - określa zawartość alkoholu w danym trunku. 1 proof to 0,5 % alkoholu.
Sour mash - określa technikę dodawania do świeżego wsadu destylacyjnego pozostałości z poprzedniej destylacji. Jest to około 20 - 25 % wsadu. Wysoka kwasowość tego dodatku powoduje zabicie części bakterii drożdży co pomaga w fermentacji. Proces ten pomaga również w utrzymaniu palety aromatyczno - smakowej kolejnych destylacji.
Straight whiskey - jest to whiskey wydestylowana z zacieru zawierającego co najmniej 51 % jednego rodzaju ziarna.
poniedziałek, 16 maja 2011
Nowości na stronie Loży Dżentelmenów
Bardzo nam miło poinformować że nastąpiły zmiany na stronie Loży Dżentelmenów. Zapraszamy do zapoznania się z propozycją degustacji i prezentacji szlachetnych trunków oraz tytoni.
Do zobaczenia na naszych spotkaniach
Do zobaczenia na naszych spotkaniach
Etykiety:
cygar,
degustacje,
prezentacje,
prezentacje degustacje wino wina,
whisky
niedziela, 8 maja 2011
Jak degustować koniak?
Koniak pochodzi z regionu Cognac, który rozciąga się w zachodniej Francji od rzeki Charente, aż po Bordeaux. Alkohol ten jest wytwarzany z białych win szczepów: ugni blac (saint-emillion), folle blanche i colombard.
Trunek ten od wieków uważany jest za arystokratę wśród alkoholi. Aby pobudzić zmysły i docenić głębię jego smaku i aromatu, należy pamiętać o kilku zasadach.
Po pierwsze pośpiech jest zdecydowanie niewskazany.
Koniak należy raczej sączyć niż wypijać na raz. Kieliszek z koniakiem należy obejmować całą dłonią, aby ciepło naszej ręki podgrzewało alkohol.
Dzięki temu z nad kieliszka zacznie się unosić, charakterystyczny dla koniaku i ceniony przez jego amatorów, aromat.
Najlepiej jest wprowadzić kieliszek delikatnie w ruch okrężny,
aby uwolniło się całe ukryte w nim bogactwo aromatu.
Ważne jest również naczynie, w którym podamy ten szlachetny trunek.Właściwy kieliszek kształtem przypomina nieco pękaty balon osadzony na krótkim trzonku (nazywany konikówką lub balonówką).
Na zdrowie!
Trunek ten od wieków uważany jest za arystokratę wśród alkoholi. Aby pobudzić zmysły i docenić głębię jego smaku i aromatu, należy pamiętać o kilku zasadach.
Po pierwsze pośpiech jest zdecydowanie niewskazany.
Koniak należy raczej sączyć niż wypijać na raz. Kieliszek z koniakiem należy obejmować całą dłonią, aby ciepło naszej ręki podgrzewało alkohol.
Dzięki temu z nad kieliszka zacznie się unosić, charakterystyczny dla koniaku i ceniony przez jego amatorów, aromat.
Najlepiej jest wprowadzić kieliszek delikatnie w ruch okrężny,
aby uwolniło się całe ukryte w nim bogactwo aromatu.
Ważne jest również naczynie, w którym podamy ten szlachetny trunek.Właściwy kieliszek kształtem przypomina nieco pękaty balon osadzony na krótkim trzonku (nazywany konikówką lub balonówką).
Na zdrowie!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



